wtorek, 24 września 2013

2. There's this tune that makes me think of you.

     Otworzyłem skrzynkę na listy, zaciskając zęby i cicho błagając, aby w środku znalazła się już koperta od mamy. Na złość, środek świecił pustką. Jęknąłem przeciągle i w zamyśleniu podrapałem się po głowie. Co robić, co robić?
 - Chyba czas się przeprosić z Pomen. - westchnąłem i odwróciłem się od skrzynek, żeby włożyć do zamka w drzwiach naprzeciwko miedziany kluczyk i otworzyć je ze skrzypnięciem.
     Próbowałem zapalić światło, ale żarówka zamrugała drwiąco i znowu zgasła. Przeklnąłem pod nosem i na oślep wymacałem właściwe drzwi, a raczej zlepek przypadkowych desek, które jako tako zasłaniały wnętrze. Przekręciłem kluczyk w starej kłódce i dostałem się do środka, gdzie panował niczym nie zmącony mrok. Z tego co pamiętam, kiedy światło jeszcze działało, było tu całkiem pusto. Na drugim końcu małego pomieszczenia powinno stać kilkanaście kartonów wypełnionych różnymi śmieciami, jak zdjęcia. Obok nich zapewne przewalały się pogięte kartki i leżał rower, którego opony były całkiem pozbawione powietrza. Na oślep sięgnąłem w prawą stronę i złapałem za smukły, wąski gryf. Wyniosłem moją starą przyjaciółkę z zatęchłej piwnicy i pokierowałem się w stronę metra. O tej porze było tam mnóstwo ludzi, wszyscy jechali do pracy albo szkoły.
     Przysiadłem się na zimnej podłodze, położyłem wytartą czapkę z daszkiem o obrzydliwym odcieniu zielonego na ziemi do góry nogami. Uderzyłem w struny mojego instrumentu, który wydobył z siebie dźwięk przypominający wycie kota, któego obciera się ze skóry. Nastroiłem ją błyskawicznie, wiedząc dokładnie jak postępować z moją ukochaną gitarą.
     Kiedy znalazłem Pomen pod choinką, byłem jeszcze małym dzieciekiem i instrument był dla mnie o wiele za duży, a struny raniły moje delikatne opuszki. Mimo to traktowałem ją jak świętość, wymieniałem struny i czyściłem ją starannie, jak gdyby to było zwierzątko, a nie martwy przedmiot. Niedługo po tym jak ją dostałem dowiedziałem się o śmierci mojego ojca, a mimo że nie widywałem się z nim często, spowodowało to u mnie sporą traumę. Postanowiłem nadać jej imię po greckiej muzie tragedii, Mepomene. Zważając na fakt, że język jeszcze nieźle mi się plątał, skróciłem imię do Pomen.
     Kiedy wreszcie gitara wydawała z siebie przyzwoite dźwięki, pomyślałem nad piosenką. Pierwsza, która przyszła mi na myśl, kiedy w mojej głowie gościła Sky, to Pennyroyal Tea. Moje palce automatycznie ustawiły się na strunach, dłoń uderzała w nie z takim wyczuciem, jakbym robił to całe życie. Cholera, jakie to uspokajające. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, jak bardzo za tym tęskniłem. Nie tykałem jej od kilku dobrych lat.
     Ludzie ustawiali się niedaleko mnie, wsłuchując w uspokajające dźwieki, które wydawała z siebie Pomen. Zaryzykowałem i zacząłem również śpiewać. Mój głos był ochrypły, ledwo udawało mi się utrzymywać na cienkiej granicy właściwego dźwięku. Mój głos nie był zły, ale nie podobała mi się niepewność, którą było w nim słychać. Dlaczego tego nie przećwiczyłem? Język plątał mi się i praktycznie improwizowałem wszystkie słowa.
     Kiedy skończyłem piosenkę, przypomniałem sobie o czekającej w domu, głodnej Sky i niezdarnie wstałem, podstawiając czapkę wszystkim zebranym. Patrzyłem każdemu oczy, ale oni udawali, że nie istnieję - odwracali się i odchodzili, spuszczając wzrok, udając, że ich to nie dotyczy. Ktoś inny mu zapłaci. Ja się śpieszę.
 - Proszę, moja dziewczyna czeka na mnie w domu, muszę coś przynieść... - jęknąłem, zdesperowany. - Błagam...
     Kiedy mały tłum zupełnie się rozpłynął, poczułem narastającą złość. Szkoda im było nawet kilku centów, byli zbyt zabiegani, zbyt zakręceni wokół siebie samych. Spojrzałem na leżącą na ziemi Pomen, martwą i obojętną. Kopnąłem ją bezmyślnie, tak że pomknęła przez całą szerokość przejścia i zatrzymała się tuż na krawędzi.
 - Proszę bardzo, wasz wybór! Wysiliłem się i gówno to dało! Następnym razem was wszystkich, sukinsyni, okradnę do ostatniego centa! - wrzasnąłem i chciałem ruszyć po moją gitarę, kiedy zauważyłem, że nie zatrzymała się na krawędzi. K t o ś ją zatrzymał.
     Ktoś był młodym mężczyzną, na oko w moim wieku - może kilka lat starszym. Miał na sobie ohydny prochowiec i pod spodem podniszczoną, ale czystą i wyprasowaną koszulę. Jeansy prawdopodobnie powinny opinać się na nogach, zamiast tego ledwo trzymały się na kościstych kończynach. Nieznajomy wydawał się wychudzony, kości policzkowe rysowały się pod zapadniętymi policzkami. Wpatrywał się we mnie z sceptycznym uśmiechem, blokując instrument, tak aby nie spadł w przepaść. W jednej ręce trzymał teczkę, a w drugiej reklamówkę.
 - Nie powinieneś okradać ludzi z pustym żołądkiem. - rzucił i podał mi reklamówkę. Zajrzałem do niej i ujrzałem cztery świeże bułki, paczkę białego sera i dwa jabłka. Moje ślinianki od razu zaczęły pracować czując zapach zwykłego jedzenia, ale natychmiast je uspokoiłem. To dla Sky.
 - Kradłbym żeby go wypełnić. - sprostowałem, a on uśmiechnął się z litością. Widząc, jak wygląda zastanowiłem się, czy to jemu nie przyda się bardziej to jedzenie, ale tą myśl również od siebie odepchnąłem. Nie mam czasu na współczucie, kiedy chodziło o Skylar. - Dziękuję.
 - Nie ma za co. Piękna gitara. Piosenka również, a wykonanie jeszcze lepsze. - pochwalił i podniósł ostrożnie Pomen.
 - Tylko straciłem czas. - burknąłem, chcąc jak najszybciej skierować się w stronę domu, jednocześnie nie wiedząc jak to zrobić, aby nie obrazić nieznajomego. - Mógłbym się panu jakoś odwdzięczyć?
 - Och, gdzie mi z tym panem. Mów mi Dmitri. - parsknął i machnął ręką. - A w geście podziękowania leć już do tej swojej ukochanej.
 - Właściwie, to moja współlokatorka... - rzuciłem, jedną nogą na schodach. 
 - ...Za którą szalejesz jak niedojrzały nastolatek. - kiwnął głową.
     Skinąłem do niego w podziękowaniu i targając za sobą Pomen, pobiegłem w stronę mojego mieszkania. Od kiedy z niego wyszedłem minęło maksymalnie pół godziny, więc powinienem się pośpieszyć. Gwałtownie otworzyłem drzwi i dumny postawiłem na blacie reklamówkę z jedzniem. Rozejrzałem się za Sky, powoli zaczynając się niepokoić.
 - Skylar?! - krzyknąłem, a w odpowiedzi usłyszałem sfrustrowane sapnięcie. Zajrzałem za wyspę z blatów na środku kuchni i zobaczyłem dziewczynę siedzącą na podłodze i opierającą się o szafkę. Na jej czole widoczne było rozcięcie, z którego powoli sączyła się krew. Wokół niej było coś rozsypane, a po dokładnym przyjrzeniu się zobaczyłem, że cała jest w tajemniczym pyle.
 - Mój Boże, co się stało? - zapytałem, stojąc jak wmurowany, zbyt zszokowany żeby cokolwiek zrobić.
 - Chciałam zaparzyć herbaty... - westchnęła, wskazując wzrokiem na dwa kubki stojące niedaleko niej. Uklęknąłem obok, próbując otrzepać ją z zasuszonych listków, które uparcie wczepiły się w jej gęste, falowane włosy.
     Podałem jej rękę i pomogłem dojść do łazienki, gdzie oczyściłem i zabezpieczyłem ranę na czole. Po kłótni na temat tego, czy powinna jechać do lekarza (gdzie ja próbowałem jej wmówić, że to może być coś poważnego i ktoś to powinien obejrzeć, a ona kategorycznie zaprzeczała), znów próbowałem wyjąć drobinki z pomiędzy jej włosów, ale ponownie się poddałem.
 - Chyba będziesz musiała je dobrze umyć, bo herbata postanowiła się z tobą zaprzyjaźnić i nie ma zamiaru zostawiać cię samej. - westchnąłem i uśmiechnałęm się do niej pocieszająco.
     Powoli i uważnie uniosła obie dłonie i położyła je na czubku głowy, po czym przygładziła włosy, patrząc na nie w lustrze.
 - Nie może być tak źle... Nie chcę zalać ci łazienki... - powiedziała cicho, ale przy ostatnich słowach załamał jej się głos. Położyłem dłoń na jej ramieniu, chcąc dodać jej otuchy, ale kiedy nasze ciała się zetknęły byłem w stanie tylko gapić się na nią tępo.
 - Naszej łazienki, przecież ty też tu teraz mieszkasz. - poprawiłem ją, bawiąc się rabkiem jej swetra. - Mógę ci pomóc. Dasz radę się sama rozebrać?
     Przytaknęła tylko, więc zacząłem ściągać w spokoju spodnie, kiedy kątem oka zobaczyłem gwałtowny ruch. Rzuciłem się w jej stronę i w ostatnim momencie uratowałem ją przed twardym zderzeniem z podłogą.
 - Właśnie widzę, jak sobie dajesz radę. - zaśmiałem się, a ona spojrzała na mnie przepraszająco. Od razu pożałowałem tego na pozór nieszkodliwego żartu, widząc jak jej samoocena spada poniżej zera. - Hej, nie ma w tym nic złego.
     Uśmiechnąłęm się do niej i posadziłem ją na szafce. Rozebrałem ją do bielizny, a potem sam zrobiłem to samo. Napuściłem wody do wanny i pomogłem jej wejść do środka, po czym usiadłem za nią. Namoczyłem jej włosy, zamyślając się na bliżej nieokreślony czas.
     To była najlepsza rzecz, jaką robiłem od kilku lat. Tak zwyczajna, bezpieczna, przytulna. Domowa... Przyjemna. Żadnych dramatów, łez czy kłótni. Bez krzyków, wyznań, które przekładałyby się na nasze relacje. Nadal nie wiedziałem do końca na czym stoję, ale w tym momencie to nie miało znaczenia. Po prostu mogłem bez przeszkód gładzić ją po włosach, udawać że przez przypadek dotykam jej ramienia. Rozmawialiśmy cicho, lekko, bez zobowiązań. Nie jesteśmy parą, jesteśmy dwójką starych znajomych, których los znów połączył. A przynajmniej wydawało nam się, że tak jest.
     Kiedy spłukałem szampon z jej delikatnych loków, pomogłem jej się wytrzeć i otuliłem ją ręcznikiem i kocem. Zacząłem wyczesywać z nich ostatnie resztki herbaty i wytarłem je starannie. Kiedy ubierała się w czyste ciuchy, wrzuciłem te brude do pralki i wyszedłem, zapewniając jej większą prywatność. Ubrałem się i zabrałem za przygotowywanie śniadania.
     Weszła do kuchni w leginsach i dresowej, rozpinanej bluzie koloru głębokiego bordu. Chwyciłem tackę z posmarowanymi serem bułkami, herbatą i jabłkiem i zaniosłem ją na stolik w salonie. Spojrzała na mnie z wdzięcznością i zaczęła się zajadać, na co patrzyłem ukradkiem z sercem wyrywającym się z klatki piersiowej ze szczęścia.
 - Przyniosę ci jakieś kapcie, żebyś się nie przeziębiła. - rzuciłem cicho z uśmiechem i poszedłem do przedpokoju, jednak przed wróceniem do dziewczyny zatrzymał mnie dzwonek domofonu.

____

Witam ponownie po długiej przerwie! :D Nie wiem ile to już było, ale ten rozdział szedł mi jakoś mozolnie. Mam nadzieję, że Wam się spodoba i czytelnicy spod prologu obudzą się i poczytają. :3 Zapraszam również na moje nowe opowiadania, tym razem nie jest to fanfiction! >KLIK<

5 komentarzy:

  1. Czy ona musi być taką ofiarą życiową. D:
    Podoba mi się, lekko się czytało. Może i były jakieś błędy, ale nie raziły w oczy tak bardzo.
    Czekam na następny i zapraszam do siebie bo NALEŻY MI SIĘ KOMENTARZ :----)
    Kojou

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, musi, bo to Skylar, a Skylar którą kocham nie zmienia się bo ludzie jej nie lubią, bo każdemu nie dogodzisz, a jedną osobą której powinna dogodzić jest ona sama. <3
      Mnóstwo błędów, nie chciało mi się poprawiać, tak szczerze. XD

      Usuń
  2. Ach, ach, zabrałam się za czytanie nowego opowiadania, a zapomniałam skomentować wcześniej przeczytany rozdział.
    W każdym razie już jestem i powiem tak: Zdecydowanie domagam się więcej. Więcej akcji, więcej tekstu, więcej informacji o nowym bohaterze. Rozdział myślę, że jest w porządku jak najlepszym, ale niczego mi nie wyjaśnia, co jest krzywdzące, bo myślałam, że czegoś się dowiem. No, ale przejściówki są potrzebne, jak najbardziej. Przynajmniej dowiedzieliśmy się o życiu codziennym Jared'a. A poza tym dzięki temu rozdziałowi dałaś ochotę na więcej i wprowadziłaś trochę tajemniczości. No oczywiście ucieszyłam się na wieść, że Skylar znów robi z siebie ofiarę losu, a Jared musi ją ratować- wreszcie zaczyna się coś dziać :3 I to ''bez dramatów, łez, czy kłótni''.
    Także czekam na rozdział kolejny, jak zawsze zresztą i mam wielką nadzieję, że będzie raz dwa.
    A w tym komentarzu swe pokłony oddaje - Smerf

    OdpowiedzUsuń
  3. Ps. Ja wiem, że to nie może się za szybko dziać. No i muszę przyznać, że owszem w tym rozdziale były informacje, chyba umysł mi figle płata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa komentarze od Ciebie w ciągu jednego dnia, naprawdę zaczynam Cię kochać. <3
      Nie mam jakoś weny na odpisywanie, ale powiem że staram się zabrać za pisanie, ale nie potrafię. :c Stanęłam i nie idzie, ale do końca miesiąca postaram się wstawić, obiecuję. :c

      Usuń